Co można zobaczyć w jedno popołudnie we Wrocławiu?

archikatedra_swjana_chrzciciela_wroclaw (8)

Trafiasz do nieznanego, ciekawego miasta na kilka godzin i nie wiesz, co masz ze sobą zrobić – chyba każdy zna taką sytuację. Na takiej zasadzie właśnie trafiliśmy jakiś czas temu do Wrocławia: do dyspozycji mieliśmy kilka godzin i słoneczne popołudnie. Co z tym zrobiliśmy? Odpowiedź czeka w poście.

Jakkolwiek jesteśmy różni, inni i w ogóle z dwóch planet, kilka rzeczy nas łączy – a miłość do gotyku jest właśnie na tej liście. Dlatego pierwszą myślą na hasło „kilka godzin we Wrocławiu” była myśl o spacerze z gotyckimi kościołami w tle.

Trasa, którą zaprezentujemy Wam poniżej, nie rości sobie oczywiście prawa do roli najlepszej, najkompletniejszej czy wyczerpującej temat gotyku we Wrocławiu – o nie! Jest to natomiast pomysł na kilka godzin, przyjemny spacer i spotkanie z kilkoma ciekawymi zabytkami. Nic więcej – jeśli zatem traficie kiedyś do Wrocławia na kilka godzin, będzie ona Wam pomocna, nie zamyka natomiast tematu gotyckiej architektury we Wrocławiu w całości.

 

Gotowi? To zaczynamy!

1. Pierwsze spotkanie czyli kościół pw. Marii Magdaleny, ul. Szewska 10

Od niego zaczęliśmy nasz spacer – kościół wyłonił się znienacka zza skrzyżowania i pochłonął nas na pewien czas. To jedna z najstarszych świątyń w mieście – zbudowana została w latach 1226-1232, a dzisiejszy kształt uzyskała w latach 1355-1360. Dwie wieże pierwotnie połączone były arkadą, zwaną mostkiem czarownic. Służyła ona jako estrada przy koncertach, puszczano też z niej fajerwerki, które ostatecznie w 1887 spowodowały pożar. Mostek odbudowano w 2001 i dziś można oglądać z niego panoramę Wrocławia. Sam kościół od 1525 do 1945 należał do kościoła ewangelickiego, a teraz pełni funkcję katedry Kościoła Polskokatolickiego.

Wstęp do katedry jest wolny, na mostek pokutnic obowiązują natomiast bilety – 5 zł dla dorosłych, 3 złote dla dzieci. Mostek można zwiedzać od 10.00 do 20.00.

2. Symbol ubóstwa, czyli kościół pw. Bożego Ciała, ulica o tej samej nazwie, nr 1

Historia tego małego kościółka wiąże się z kawalerami maltańskimi, którzy byli jego pierwszymi właścicieli. Dlatego też budowla nie ma wieży – reguła zakonu joannitów zakazywała wież, uznając je za symbol dominacji, niegodny dla ślubujących ubóstwo braci. Tuż obok znajdowal się ich szpital, a pod drugiej stronie dom zakonny. W wieku XVI kościół przeszedł pod zarząd miasta, a w wieku XVII został wykupiony przez katolików. Był również kilkakrotnie przebudowywany, w czasie wojny siedmioletniej służył jako magazyn zbożowy, a później, w czasie wojen napoleońskich – jako szpital dla jeńców wojennych. Przez pewien czas należał do starokatolików, a w 1921 roku finalnie powrócił do kościoła katolickiego.

Pierwsza nasza refleksja była jedna: jaki malutki! W przeciwieństwie do stereotypowego wyobrażenia gotyckiego kościoła wtapiał się w architekturę. Joannicki brak wieży najwyraźniej spełnił swoje funkcje.

3. Gwar zamiast ciszy, czyli kościół pw. św. Stanisława, Wacława i Doroty, plac Wolności 3

Niewielki kościół kryje w sobie barokowe wnętrze, a z uwagi na niewielkie zniszczenia w czasie wojny, jest jednym z lepiej zachowanych gotyckich budynków. Powstał jako upamiętnienie porozumienia między Kazimierzem Wielkim a Karolem IV, stąd też większa liczba patronów – św. Wacław, św. Stanisław i św. Dorota mieli symbolizować Czechy, Polskę i niemieckich osadników. Kościół powstał w 1351 roku, przez długi czas należał do eremitów, później do franciszkanów, a w 1561 został zdesakralizowany i przerobiony na magazyny. Inny cesarz, Maciej, zwrócił go braciom mniejszym, którzy dokonali barokowej przebudowy kościoła.

Trafiliśmy do niego akurat wtedy, kiedy za chwilę zaczynała się pierwsza komunia – naokoło nas zatem panował ten specyficzny, przyciszony gwar, ostatnie ustalenia, szepty, przestraszone spojrzenia dzieci, a czasem – rodziców. To też miało swój urok – dobrze zobaczyć, jak stary zabytek żyje i nadal jest pełen ludzi.

 4. Utracony skarb, czyli kościół garnizonowy pw. św. Elżbiety, ulica tej samej nazwy, nr 1

Na początku w miejscu kościoła św. Elżbiety znajdował się romański kościół św. Wawrzyńca. W XIV wieku Bolesław III ufundował trójnawową bazylikę gotycką. Kościół był wciąż rozbudowywany, a w wieku XV powstała 130-metrowa, stając się najwyższą wieżą Śląska i jedną z wyższych w świecie. XVI wiek to przejście kościoła w ręce ewangelików, wiek XIX i okres wojen napoleońskich z kolei to czas poważnych zniszczeń bazyliki. Co ciekawe, II wojnę światową kościół przetrwał w całkiem dobrym stanie, po wojnie jednak dotknęły go trzy pożary – w wyniku ostatniego z nich, w roku 1976 spłonęło prawie całe drewniane wyposażenie kościoła, w tym także wielkie, liczące 91 głosów organy.

5. Historia przemian, czyli katedra św. Jana Chrzciciela

Na koniec zostawiliśmy najważniejszy kościół, ewidentną królową tego regionu – katedrę św. Jana Chrzciciela na Ostrowie Tumskim. Kościół widoczny jest już z daleka: dwie zdobione wieże jasno wskazują kierunek. Historia budowli zaczyna się w czasach Zjazdu Gnieźnieńskiego, kiedy to we Wrocławiu założono biskupstwo i postawiono pierwszy kościół – z kamieni, o długości około 25 m. Fundamenty tegoż odkryto w czasach badań po II wojnie światowej. Droga od tego budynku do współczesnej wersji katedry była, jak łatwo zgadnąć, dość długa. Już po 1000 roku pierwszy kościół zastąpiono bazyliką przedromańską, ufundowaną przez Bolesława Chrobrego – ta jednak dość szybko została zniszczona w wyniku najazdu czeskiego księcia Brzetysława. Połowa XI wieku to moment, w którym Kazimierz Odnowiciel decyduje się odbudować (by nie powiedzieć: odnowić) katedrę i stawia budowlę, z której niewiele do dzisiaj zostało, gdyż większość materiału została wykorzystana do budowy kolejnej wersji kościoła, którą zaczął biskup Walter z 1158 roku. Ta była romańską, dwuwieżową bazyliką z trzema nawami. W XIII wieku biskup Tomasz rozbudował katedrę, dodając zamknięty chór i dwie wieże i kilka okien, natomiast około 1315 biskup Henryk z Wierzbna wybudował nową gotycką nawę i rozpoczął tym samym okres gotyckich przebudowań.

To był okres wzrostu – po tym paśmie jednak pożar w 1540 roku pochłonął dach, dzwony i hełm, co stało się przyczyn do renesansowo-barokowych przekształceń. Rok 1759 to czas kolejnego pożaru i zmian tym razem w kierunku klasycyzmu i neogotyku, w wyniku oblężenia Wrocławia przez Armię Czerwoną z kolei zniszczeniu uległo ok. 70%. Kiedy zatem patrzymy na bryłę budynku, widzimy tak naprawdę zlepek myśli, mód i wydarzeń z przeciągu tysiąca lat – czy to nie jest niesamowite?

Dziś w katedrze można podziwiać późnogotycki tryptyk Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny z 1522 roku, nagrobki i epitafia z XIV-XVIII wieku, nagrobki biskupów Przecława i Rotha czy 20 kaplic, a wśród nich gotycką kaplicę Mariacką i barokowe św. Elżbiety i Bożego Ciała.

Dodatkowo od czerwca do września jest możliwość wyjazdu na wieżę widokową. Wstęp jest wolny, bilety natomiast obowiązują na wieżę oraz do kaplic barokowych.

Cała trasa zajęła nam czas mniej więcej od 9.00 do 14.00, można więc powiedzieć, że był to spacer na wariata – nie mieliśmy jednak innego wyjścia. A Wy macie jakieś swoje szybkie trasy z polskich tras? Zdarzyło się Wam kiedyś tak zwiedzać? Dajcie znać w komentarzu, ta wiedza może się przydać. 😉