Nie znasz Friuli-Wenecji Julijskiej? Sprawdź, za co możesz ją pokochać!

Gorycja2

W tym temacie my również nie jesteśmy święci! Friuli-Wenecję Julijską odkryliśmy przypadkiem, gdy trzeba nam było z Lublany przedostać się do Wenecji – no i nie było wyjścia, musieliśmy tamtędy. Nie tak znana jak Toskania, nie tak gorąca jak Sycylia, nie tak dzika jak Liguria – ale nas zachwyciła tak skutecznie, że byliśmy tam już trzy razy! Za co możecie ją pokochać?

Gdzie leży Friuli-Wenecja Julijska? Tu!

mapa

 

Region nie jest wielki, znajduje się nieco na uboczu. Ma jednak kilka cech, które czynią z niego prawdziwą perłę – tym bardziej godną uwagi, że nieco mniej uczęszczaną niż włoskie przeboje.

MIESZANKA KULTUR

Wyobraźcie sobie habsburski rozmach, słoweńską serdeczność i włoskie dolce vita w jednym miejscu – niezłe, nie? No, to już wiecie, gdzie tego szukać! Z uwagi na swoje położenie, Friuli-Wenecja Julijska to prawdziwy tygiel kulturowy. Wpływy włoskie i słoweńskie mieszają się ze sobą, a do tego wszystkiego dochodzi jeszcze cień Austrii, pod której władzą ten rejon pozostawał przez wiele lat. W efekcie idąc ulicami Triestu poczujesz stare, dobre czasy Kaisera i Austro-Węgier, w Gorycji przez moment zastanowisz się, czy nie trafiłeś do Toskanii, patrząc na zielone, słoweńskie wzgórza, a Grado przypomni Ci, że – halo, halo – to jednak Włochy.

Gorycja3
Uliczki Gorycji

MIESZANKA PRZYRODY

Tutaj możemy powiedzieć to samo – tyle dobra w jednym miejscu! Operując dwucyfrową liczbą kilometrów możesz zawędrować w najróżniejsze światy! Na południu czeka na Ciebie wybrzeże Adriatyku – co prawda plaże są kamieniste i tylko w Grado znajdziesz kawałek piasku (i tłumy ludzi), ale i tak warto. Zawsze też możesz zajrzeć za słoweńską granicę i objechać CAŁE słoweńskie wybrzeże. Brzmi jak poważny trip? Nie do końca – słoweńskie wybrzeże ma raptem 47 km. Urokliwe miasteczka, Piran, Koper i Isola, raczej na długo zapadną Ci w pamięć – czy to przez małe uliczki, którymi można spacerować do woli, czy to przez morski brzeg na wyciągnięcie, czy to przez wzgórza, za którymi te miejscowości się kryją.

Jeśli znudzi Ci się morze, możea\ szybko przeskoczyć w górskie realia, nie przekraczając liczby 100 kilometrów na liczników (no, może trochę, ale to już zależy od fantazji). Tuż obok granicy włosko-słoweńskiej rozpościera się Triglavski Park Narodowy. Na temat tych rejonów mamy jedno zdanie, które nie zmienia się od momentu, w którym my zobaczyliśmy Słowenię po raz pierwszy, a opony Skody po raz pierwszy starły się na tamtejszym asfalcie. Otóż, twierdzimy oficjalnie, że jeśli kiedykolwiek postanowimy nakręcić epopeję fantasy, która wygryzie „Władcę Pierścieni” pod kątem krajobrazów, szukać będziemy właśnie w Słowenii. Jest zielono, są góry, są jeziora, są lasy, są drogi w tunelach i na przerażających wiaduktach. Słowenia, jak każdy kraj pokryty prawie w całości górami, niewiele sobie z tych gór robi – w efekcie jadąc ze wsi do wsi możesz przy okazji wjechać na jakąś górę i zachwycić się widokami. Na przykład takimi:

słowenia2
Słowenia

MIESZANKA JĘZYKÓW

Włoski, słoweński, niemiecki – jakiego jeszcze można spodziewać się w tym regionie? Kiedy po raz pierwszy zobaczyliśmy dwujęzyczne tablice, trochę nie wiedzieliśmy, o co chodzi. Język friulijski (friuliano) jest dialektem, który dominuje w tamtych stronach. Jest jednym z języków retoromańskich, ma w sobie jednak pewną liczbę słoweńskich wpływów. W 1999 roku został oficjalnie uznany przez państwo włoskie, kształtuje się również jako język literacki, ale nie brak tych, którzy postanawiają puszczać friuliano dalej, używając go w swoje twórczości – na przykład w powieściach, muzyce: popularnej, rockowej czy nawet w punkowych kawałkach, tak, jak to robił zespół Inzirli.

Zastanawiałam się dłuższą chwilę, w jaki sposób pokazać friulijski w natarciu, aż znalazłam Wikipedię w tej wersji językowej. Można zajrzeć i popatrzeć, jak to wygląda na żywo.

nogaredo
Okolice Nogaredo al Torre, w wersji friulijskiej: Naiaret de Tor

MIEJSCA, KTÓRE WSPOMINAMY Z ROZRZEWNIENIEM

Trochę się takich nazbierało w Wenecji Friulijsko-Julijskiej!

Akwilea – można mówić różne rzeczy, ale dla nas Friuli Wenecja Giulia zaczyna się właśnie od tego miasteczka. Co tam takiego mają? Dwie rzeczy – jedną mocno subiektywną, a drugą niesamowitą.

Niesamowita jest katedra, która tam się mieści. Owszem, widzę teraz Twój ironiczny uśmiech, bo wiesz, że dla mnie każda katedra jest ach-och, ale zapewniam: ta jest zupełnie ekstra nawet dla nie-fanatyka. W latach 50-tych odkryto tam bowiem, głęboko pod podłogą, idealnie zachowaną mozaikę z czasów wczesnochrześcijańskich. I powiem jedno – jest cudowna! Ale o tym spodziewaj się oddzielnego postu, bo nie po to odwiedzaliśmy ja trzy razy już, by nie było o tym ni słowa na blogu 🙂

A mocno subiektywna i sentymentalna rzecz, że w markecie na rogu pierwszego skrzyżowania obok win butelkowanych oficjalnie, można również nabyć wino od lokalnych rolników. Łapiesz plastikową, acz gustowną butelkę, odkręcasz kurek z czerwonym lub białym i lejesz. Trzy lata z rzędu gościliśmy w markecie, z roku na roku wywoziliśmy tego więcej. JEST PRZEPYSZNE.

aquilea
Aquilea

Triest – jeśli Akwilea ma pierwsze miejsce w naszych sercach, to Triest jest zaraz za nią. Starówka nad brzegiem morza, kościół San Giusto na wzgórzu, habsburskie kamienice, długa, nadmorska droga – to miasto ma w sobie coś, co przyciąga. Nas przyciągnęło już dwa razy i czuję, że jeśli tylko będzie okazja, wydarzą się kolejne.

Gorycja – z nią spotkaliśmy się po raz pierwszy w tym roku i najbardziej w pamięci utkwił nam tamtejszy zamek, położony, jak to rzetelny zamek przystało, na wzgórzu. Nie fortyfikacja jednak skradła nasze serca: otóż, z zamkowego wzgórza roztacza się cudowny widok na okolicę: z jednej stronie włoskie dolce vita, z drugiej strony zieleń słoweńskich gór.

Gorycja
Gorycja, widok z jednej strony zamku…

 

Gorycja2
… i z drugiej strony zamku

Grado – to miejsce polecili nam gospodarze, kiedy zapytaliśmy o plażę, mieści się tam bowiem jedna z niewielu po tej stronie Adriatyku plaż, która nie jest kamienista. Ma to ten minus, że poza piaskiem, jest na niej również pełno ludzi – w efekcie za pierwszym razem w Grado nie znaleźliśmy nawet parkingu, nie wspominając już o miejscu na plaży, a za drugim razem uratowało nas to, że zwiedzanie zaczęliśmy od starówki. Starówka jest niewielka, ale przyjemna. Fani patynowych tematów znajdą tam trzy malutkie, stare kościółki, cała reszta może cieszyć się kurortowym klimatem.

Palmanova – nie zajmie wiele czasu, ale warto się przejść ulicami tego miasta-twierdzy, położonego na planie siedmiokątnej gwiazdy.

Palmanova
Palmanova

Cividale del Friuli – jeśli traficie tam w okolicy sierpnia, bądźcie uważni – w drugiej połowie miesiąca miasto cofa się w czasie za sprawą średniowiecznego festiwalu, który opanowuje starówkę! Kuglarze, minstrele, trupy teatralne, stragany rzemieślników, których dopuszcza specjalna komisja, badająca autentyczność średniowiecznych technik – to wszystko tam wtedy znajdziecie!

Jeśli już po tej porcji informacji macie smaka na Friuli-Wenecję Julijską, śpieszę donieść na koniec, że jest całkiem blisko – to jeden z bliżej położonych włoskich regionów, a przygoda tak naprawdę startuje już po drodze, gdyż w tamte strony najprościej jechać przez Alpy. To jak, jesteście gotowi? 😀