Wyspa Thassos, czyli kurort o dwóch twarzach

aliki

Jechaliśmy tam jak do zwykłego kurortu, z planem wylegiwania się nad morzem. Wyjechaliśmy z kilkoma dziesiątkami więcej kilometrów na liczniku, wspomnieniami z fantastycznych miejsc, których się nie spodziewaliśmy i odciskami na stopach od ciągłego łażenia. Co poszło nie tak?

Wyspę Thassos zdążyliśmy poznać z obu stron – i od strony głośnego kurortu, w którym życie zamiera nad ranem, i od strony górskich pustkowi, opuszczonych plaż i klifów. Czy możemy ją polecić? Zdecydowanie! Choć przyjechaliśmy z rezerwą (TUTAJ możecie sprawdzić dlaczego), wyjechaliśmy z zupełnie innym nastawieniem.

DOJAZD? PRZECIEŻ TO BLISKO…

Wyspa znajduje się na północy Morza Egejskiego, w odległości 8 km od wybrzeża Tracji. Jeśli chcielibyście zabrać się w podróż samochodem – lepszego miejsca nie będzie! Raz, że ze wszystkich greckich wysp Thassos leży najbliżej Polski, dwa, że jest doskonale skomunikowana z lądem – ostatni prom z miejscowości Kavala odpływa o 23.30. Promy kursują również z miejscowości Keramoti – dokładne rozkłady i ceny możecie znaleźć tutaj: HTTP://WWW.GO-THASSOS.GR

KURORT, BLICHTR I PLAŻE

Jeśli jesteście zdania, że idealny wypoczynek to dzień na plaży, a wieczór w klimatycznej knajpce, na Thassos będziecie zadowoleni! Wyspa z jednej strony ma spore zaplecze turystyczne, nie leży natomiast zbyt blisko popularnych destynacji.

thassosthassos2

My zatrzymaliśmy się w Limenarii, największym mieście leżącym na drugim końcu wyspy. Pierwsze wrażenie było ogłuszające. Wyjechawszy z promu, przejechaliśmy całą wyspę już po 22.00 i znienacka wjechaliśmy w tętniący piątkowym życiem kurort – to bolało! Gdy już ogarnęliśmy się w hostelu i wyskoczyliśmy na szybki spacer, hałas i miliony świateł ułożyły nam się w obraz miasta z nadmorskim, szerokim bulwarem, niewielką plażą, zatoką dla jachtów, odgrodzoną od reszty morza usypanym molo i ze wzgórzem, wiszącym nad tym wszystkim. Rano natomiast, kiedy tłumy z bulwaru poszły spać i zostali już tylko ci przysłowiowi staruszkowie na ławkach przed drzwiami, Limenaria wydała nam się zupełnie przyjemnym miejscem. Jak to się mówi, perspektywa ma znaczenie.

Jak łatwo zgadnąć, baza noclegowo-restauracyjna jest ogromna, ale trudno natknąć się na perełki w masowym przerobie. Przygotowując się do podróży rozważamy różne opcje noclegowe, tym razem ze względu na siostrę wybieraliśmy te całkiem cywilizowane. I tak kiedy znaleźliśmy nasz hostel w internecie, najbardziej rozbawiły nas opinie innych lokatorów. Za małe ręczniki – z naszej strony to raczej: wow, fajnie że są. Brak maszyny do kostek lodu w lodówce – eeeej, jest lodówka! Już wtedy poczuliśmy oddech kurortowego standardu na plecach. Biorąc pod uwagę, że czasem zdarza nam się nocować w aucie, raczej nie wpadlibyśmy na pomysł awanturowania się o kostki lodu.

limenaria2

W ramach kurortowo-turystycznej części naszego pobytu na Thassos zahaczyliśmy również o plaże. Jest to zawsze trudny temat, ponieważ jedno z nas umie leżeć grzecznie na kocyku przez czas nieokreślony, drugie natomiast wytrzymuje od piętnastu minut do pół godziny i zaraz później zaczyna się kręcić i narzekać. W efekcie jeśli już trafiamy na plażę, musi mieć ona zarówno to, co każda plaża mieć powinna, jak również coś, na czym ja mogę zawiesić swoją uwagę. Na Thassos się udało. Na plaży zaokrętowaliśmy się dwa razy, za każdym razem było to zupełnie inne miejsce, ale za każdym: świetne.

Za pierwszym razem trafiliśmy na Paradise Beach – tam, pomijając zwykłą, plażową infrastrukturę, było nieziemsko ładnie. Wyobraźcie sobie wysokie wzgórza, schodzące do morza i kryjące część plaży przed słońcem, drogą i całym światem, małą wysepkę w pewnej odległości od brzegu, a tuż obok piaskowego pasa – malownicze skały nad linią wody, gdzie także można się wygrzewać na słońcu. O czystej i ciepłej wodzie nie wspominam, bo to oczywiste. W takim miejscu spędziliśmy całe popołudnie i nawet ja nie protestowałam, choć obeszłam cały teren wokoło kilka razy.

paradise_beach

Drugie miejsce nie było już tak malownicze i niezwykłe – plaża San Antonio, trochę piasku, bezkres horyzontu, dużo słońca. Trafiliśmy na nią w południe – dopiekł nam skwar już rano, więc opracowaliśmy chytry plan przeczekania skwaru w cieni plażowych parasoli – i to był ten moment, kiedy nawet mi się podobało.

W porządku, pomyślicie  sobie pewnie teraz – kurorty, plaże i leżenie pod parasolem. A gdzie jakieś ruiny i starości?

Proszę bardzo!

JEŚLI NIE KURORT, TO CO?

Na tej liście również mamy kilka miejsc do polecenia.

Po pierwsze, półwysep Aliki. Nas przyciągnęły tam informacje o świątyniach wczesnochrześcijańskich i resztkach kopalni marmuru, ale na miejscu okazało się, że to tylko część atrakcji. Poza tym można wokół całego półwyspu biegnie ścieżka – już przez śródziemnomorski las, ale cały czas nad morzem. Ścieżka ma wyższe lub niższe części, punkty widokowe czy ławeczki, na których można przysiąść i popatrzeć, jeśli ktoś się zmęczy marszem. A jest na co popatrzeć, swoją drogą – ścieżka najpierw biegnie przy zatoce z małą, ale pełną ludzi plażą, później zaczyna się miejsce, gdzie skały wychodzą daleko w morze, a woda jest płytka, można więc zrobić krótki spacer po białych kamieniach, a następnie ucieka w cudowny, pełen ciepła, zapachów i dźwięków las, uprzednio zaliczywszy pagórek z punktem widokowym. I dopiero wtedy dochodzi się do kopalni marmurów i bazylik – ale jest to ten moment, kiedy lekko zmęczony człowiek nabiera właściwego dystansu do świata i ogląda zabytki powoli i nieśpiesznie.

Po drugie, Panagia. Miejscowość skrywa się nieco wśród gór, jest mała, pełna zakrętów i dróg, które biegną raz w górę, raz w dół. Dużo tam sklepików i straganów z miodem z Thassos, który jest regionalnym specyfikiem wyspy i innymi smakołykami – ruch jednak rozkłada się równomiernie, przez co miejsce nie wydaje się tak zatłoczone jak nadmorskie miejscowości. Góry są na wyciągnięcie ręki, małe domki z kwiatami również i tak, jeśli tylko wybierze się rozsądnie porę, powolny spacer uda się jak ta lala.

My najpierw trafiliśmy do Panagii i wyjechaliśmy stamtąd zadowoleni, ale nie wiedzieliśmy, że wyspa szykuje dla nas jeszcze większy hicior.

Theologos – kolejna wieś położona w górach, jeszcze bardziej odludna, omijana przez turystów i… niesamowita! Dużo w niej opuszczonych domów (co jest klimatyczne, ale i smutne, bo jednak widać, że miejsce wymiera), góry są już zupełnie blisko, pełno też ciekawych zakamarków czy ogrodów, które porastają okolice opuszczonych domów. Jest też nawet szlak turystyczny, na którym nie spotkaliśmy ani jednego turysty. Idąc nim, można zobaczyć ruiny pałacu, starą wytłaczarnię oliwy i kościółek na odludziu, w okolicy którego kręcą się koty i jest piękny widok na zbocza gór. Jeśli na hasło „stare, odrapane i zniszczone” odruchowo pytacie „gdzie?”, z Theologos wyjedziecie zachwyceni.

Internety doniosły nam również, że za wsią mieści się jakiś punkt widokowy w górach, ponoć przy przejezdnej drodze. My się pokusiliśmy, ale zrezygnowaliśmy – nie wtedy, kiedy skończył się asfalt, nie wtedy, kiedy zaczął się las, a na środku drogi pasly się kozy, ale wtedy, kiedy droga zamieniła się w mały kamieniołom.

Z bólem serca możemy Wam też polecić klasztor św. Michała Archanioła – z bólem serca, bo był on dla nas numerem jeden na liście „must-see”, a tak nam się ułożyło wszystko, że zawędrowaliśmy w jego okolice ostatniego dnia, trochę nas zwiodło Theologos i w efekcie pocałowaliśmy klamkę. Ale nie powiem, pocałowaliśmy w epickim stylu – sam widok z klifu, na których leży klasztor, godny był wykonanej drogi, a mamy przecieki, że za murami jest jeszcze lepiej, niż przed! Jeśli kiedyś tam traficie – pozdrówcie od nas koniecznie!

grecja_thassos

Przyznajemy zatem oficjalnie – choć z rezerwą podchodziliśmy do całego tematu, finalnie wyjechaliśmy z Thassos wyspacerowani, nakarmieni pięknymi wrażeniami i nawet coś jakby wypoczęci. I na przyszłość, planując kolejne wyjazdy, będziemy pamiętać bardzo mocno o tym, że każdy kurort ma dwa końce 🙂

  • Ale mi się marzy odpoczynek na takiej wyspie. Jak normalnie nie lubię leżeć plackiem na plaży (wkurza mnie, nudno jest), tak teraz oddałabym dużo, by po prostu się walnąć i odpoczywać 🙂
    Haha, zawsze śmieszą mnie np na bookingu „minusy” danego hotelu: „za małe ręczniki”, „nie było gotowanego jajka na śniadanie”, „tv nie odbierało wielu programów” 😀
    Uwielbiam Grecję, na Thassos jeszcze nigdy nie byłam i właśnie kojarzy mi się, że nie jest ona tak turystyczna, jak np Rodos. Kreta jest super, chociaż jest tam dość dużo turystów, no i Korfu – cudo!

    • dec&dec

      no ja miałam taki moment, że kiedy w środku gorącego dnia rozłożyliśmy się na plaży z zimnym piwem, to nawet i mi się podobało 😛 a sama wyspa nie jest turystyczna – co prawda w tych największych miejscowościach rzeczywiście trafiliśmy na tłok, ale zawsze łatwo było się z niego wysupłać 🙂