Wyznania kilometroholika

SAM_6648

Pamiętam moment, kiedy wyruszyliśmy razem po raz pierwszy. Poważna sprawa – ogarnęliśmy lot, nocleg, wszystkie te organizacyjne drobiazgi, a przede wszystkim: PRZETRWALIŚMY. Tak wtedy się czułam. To były początki – co działo się później?

Później, podrajcowani zupełnie faktem uporania się z tym wyzwaniem, zaw1ędrowaliśmy na białostocki festiwal Ciekawi Świata. Zawsze byliśmy w jakiś sposób zainteresowani podróżami, innymi kulturami czy historią sztuki, ale inaczej zupełnie słuchało się nam podróżniczych opowieści, kiedy już wiedzieliśmy, jak to jest, kiedy poznajesz świat inny od swojego. Nawet jeśli ludzie ze sceny opowiadają o Azji, a my do tej pory byliśmy tylko w Paryżu (bo tam odbył się ten nasz pierwszy wypad i stamtąd pochodzi romantyczne zdjęcie z Facebooka). Gdzieś w przerwach rozmawialiśmy wtedy o tym, że fajnie byłoby nie poprzestać na tym jednorazowym wyjeździe – ale wtedy jeszcze nie uwzględnialiśmy jednego czynnika.

KRÓLOWA SZOS Z SILNIKIEM 1.2

Z lotami zawsze mieliśmy jakiś problem. A to ciężko nam było zgrać terminy, a to sam przelot był tani, ale koszty typu bagaż, dojazd do miasta przewyższały cenę biletu, a to znowu dobre ceny czekały w odległości czasowej, w której nie zwykliśmy planować życia. Do pociągów czy autobusów też nie mieliśmy przekonania, jeśli chodzi o dłuższe trasy. W obrębie kraju – super, ale już poza granicę to bez szału. Dlatego, kiedy na początku maja wymyśliliśmy sobie wypad do Rygi na kilka dni, samochód objawił nam się jako najlepsza możliwość – i tak już zostało.

sylwi2
Jurmała, Łotwa

Po drodze jeszcze przerobiliśmy tematy w stylu „eee, nie da się”, „eee, po co?”. Na tym poligonie mieliśmy jednak doświadczenie. Od samego początku naszej decowej, wspólnej drogi chcieliśmy przestawić swoją kuchnię na zdrową, domową żywność – wypiekane chleby, domowe wędliny, przetwory… Przez dwa lata z okładem nasza realizacja tego pomysłu wyglądała w ten sposób, że raz na jakiś czas zaczynaliśmy temat, jak to byłoby fajnie, a dyskusję kończyliśmy hasłem: „no, ale to pewnie trzeba by dużo czasu i pieniędzy”. I tak do następnego razu. Aż w końcu kiedyś przestaliśmy gadać, zrobiliśmy próbną szynkę, pierwszy chleb i wtedy się okazało, że z czasem przy domowej żywności jest całkiem dobrze (tylko trzeba troszkę lepszej organizacji), z pieniędzmi jeszcze lepiej (bo wychodzi taniej), a my dwa lata zmarnowaliśmy na marudzenie.

Tym razem nie marnowaliśmy dwóch lat. Ogólnie ta historia z jedzeniem ustawiła nas bardzo – od tamtej pory ile razy włączał nam się tryb marudy, wiedzieliśmy już, że najpierw warto zrobić, a potem dopiero oceniać, jak to z tym czasem i pieniędzmi. Dlatego, kiedy wpadł nam do głowy pomysł wyruszenia naszą Škodą Fabią w świat, postawiliśmy na sprawdzenie doświadczalne, a nie bezsensowne trucie.

„ALE CHCE WAM SIĘ”?

Efekty tegoż sprawdzania widać po dziś dzień. Samochód jako środek lokomocji ma swoje plusy i minusy. Przede wszystkim – trzeba go lubić. Jeśli kogoś przeraża wizja całego dnia spędzonego w jednej pozycji, z widokami mniej lub bardziej ciekawymi naokoło – samochód nie będzie dobrym rozwiązaniem. Nas to akurat strasznie rajcuje: Arek lubi jeździć, ja mogę cały dzień oglądać zmieniające się krajobrazy. Tak, jak pisaliśmy poprzednio, samochód też daje nam poczucie drogi, podróży, zmiany miejsca i stanu, ale też – dużą dozę niezależności. Możemy zatrzymać się, gdzie chcemy, zmianę miejsca czujemy bardzo fizycznie. Finansowo jest różnie: najczęściej auto będzie droższe. Rozkład kosztów jednak zmienia się, kiedy okazuje się, że można więcej ze sobą wziąć, przejechać sprawniej niż pociągiem czy autobusem, albo po prostu się w tym aucie przespać. My nie jechalibyśmy autem tylko w jednym wypadku: gdyby naszym celem podróży było jedno, wielkie miasto, w którego zabytkowym centrum spędzimy cały czas. Wtedy samochodowa podróż jest bez sensu i wybieramy samolot.

To jest też kwestia wyboru priorytetów. Podróżowanie stało się naszą pasją – biorąc pod uwagę rozbieżność naszych usposobień, jedną z niewielu wspólnych (choć temat naszych usposobień w kontekście podróży zasługuje na oddzielną notkę). I choć wspieramy się nawzajem w swoich działaniach, to cieszymy się, kiedy możemy zrobić coś razem. Łatwo nam się ustala trasy, potem jednak trzeba znaleźć czas i pieniądze na realizację. I tutaj kłaniają się priorytety – nie kupimy na przykład zestawu kina domowego, które spędzi sen z powiek reszcie rodziny, bo wolimy fundusze zagospodarować inaczej.

Droga przez Alpy

INDIANA JONES I TERENOWY JEEP – JAK TO JEST U NAS

Bardzo prosto: nie jesteśmy Indianą Jonesem i nie mamy terenowego jeepa. Jesteśmy parą stworzeń biurowych, zwiedzających świat samochodem, którym większość ludzi jeździ do kościoła czy osiedlowego marketu. I o tym właśnie postanowiliśmy pisać bloga. Wyszliśmy z założenia, że zamiast czekać na mitycznego jeepa, warto spróbować zacząć z tym, co mamy miejscu i po prostu działać.

Nie możemy się też oprzeć wrażeniu, że w dzisiejszym świecie coraz bardziej w cenie jest osobista relacja. Na upartego możemy zrobić sobie podróż dookoła świata na Google Maps czy Street View, znaleźć milion zdjęć w wyszukiwarce, ale poszukujemy ludzi, którzy powiedzą nam, jak pachnie ulica w danym mieście. Jak wyglądają tam przechodnie w centrum miasta, czy szybko idą do pracy, co robią w wolnym czasie. Ludzi, którzy zobaczą w tym miejscu coś więcej, niż widzi się na wyretuszowanych fotografiach w Internecie.

Paryż, tu się zaczęło
Paryż, tu się zaczęło

My się na tym przyłapaliśmy, że w Paryżu o wiele bardziej cenna niż na przykład wizyta na wieży Eiffla, była dla nas obserwacja ludzi naokoło nas. Niektórych z nich pamiętamy do dzisiaj. I o takich rzeczach chcemy pisać – nie o „7 największych cudach świata, które musisz zobaczyć, bo” – i tu wstaw co uważasz. Fascynują nas raczej subiektywne relacje, odkrywanie na nowo miejsc pozornie znanych, dzielenie się naszym spojrzeniem na świat – po to, by zachęcić Was do poszukiwania własnych miejsc i własnego spojrzenia. W piątek wyruszamy do Toskanii, mamy kilka bardziej dalekosiężnych (dosłownie i w przenośni) planów, ale jeden z projektów chcielibyśmy zrealizować bardzo blisko naszego miejsca zamieszkania – bo niezwykłości i rzeczy godne opowiedzenia innym można znaleźć w zasięgu ręki, zależy tylko od spojrzenia.

Do historii należy jeszcze dodać rok (dosłownie!) mojego myślenia i wahań w temacie bloga, tłumaczenie swojej strefie komfortu, że trzeba to w końcu zrobić. I tak po kilkunastu tysiącach kilometrów i milionie myśli możecie tutaj zaglądać. Mamy nadzieję, że będzie Wam tu dobrze.

Chcielibyśmy teraz poznać Wasze historie i historyjki: czy znaleźliście jakiś sposób na swoje poznawanie świata? A może macie jakąś rzecz, na myśl o której oczy Wam się świecą tak, jak nam na myśl o podróży? Dajcie znać w komentarzach – jesteśmy Was strasznie ciekawi 🙂

  • Magdalena Wierzba Ogiela

    Cześć!
    Zdecydowanie zgadzam się z Tobą w kwestii podróżowania – wolę to robić samochodem, ogólnie lubię prowadzić samochód 🙂 Co do zwiedzania – też się zgadzam! Warto poobserwować ludzi w nowym miejscu, sprawdzić, gdzie jedzą, gdzie się bawią… Bo to są zawsze strzały w 10 jeśli chodzi o poznanie danego miejsca, oczywiście zabytki też są ważne…ale klimat to ludzie!

    • dec&dec

      bo to jest magia przemieszczania się jak dla mnie – żaden samolot i zaoszczędzony czas tego nie zastąpi 😉

  • To uczucie, że wszystko czego potrzebujesz do przeżycia, nasz w bagażniku, to na co chwilowo nie masz wpływu zostaje daleko za mną, a przede mną nowe możliwości, ekscytujące nieznane, stałość wewnątrz i zmienność na zewnątrz 🙂 No i te widoki! Też wolę podziwiać niż prowadzić. A gdy jadę autokarem to już w ogóle, obyczajami trasę, widoki, wiadomości, ludzi i czuje się świetnie 🙂

    • dec&dec

      dla nas generalnie wszystko, co jeździ jest super – i autokary, i pociągi, i oczywiście nasz automobil, który w razie potrzeby może robić za miejsce noclegowe czy jadłodajnię 😛 idealny byłby podróżny van czy kamper – tak, by móc robić długie dystanse, a być niezależnym 🙂

  • I mi się to wasze podejście bardzo podoba! Podróże mają być czymś przyjemnym, a każdy przyjemność czerpie z trochę innych rzeczy. Kurcze, może ja w końcu zrobię to prawo jazdy? 😉