Dlaczego jest najlepiej, gdy czasem skończą się pieniądze?

161. Na jednym z końców świata - Grenen o poranku; Skagen, Dania

Na to pytanie dały nam odpowiedź 2 dni spędzone w Skagen, na rasowym końcu świata. Co do tego miały pieniądze? Gdybyśmy je mieli, nigdy tam byśmy nie dotarli!

Ze Skagen było tak: w październiku mieliśmy pojechać do babci, do Lubeki na 2 tygodnie. Oczywiście wrodzona grzeczność i savoir vivre nakazywały nam nie siedzieć babci nad głową przez te bite 2 tygodnie, tylko na przykład w środku urządzić gustowną przerwę.

Kiedy dosiadłam się do mapy, aby wybrać miejsce tej gustownej przerwy, moja konkluzja była prosta. Widzicie? Przecież tak blisko jest z Lubeki do Szwecji! Spoglądacie pewnie po sobie z niedowierzaniem, a ja już Was uspokajam – skoro z podróży do Katowic umiałam zrobić podróż do Włoch BO BLISKO, to dystans Lubeka-Szwecja tym bardziej kwalifikował się pod popołudniową przejażdżkę.

DECU, TO BLISKO!

Planując zatem wyjazd, zdążyliśmy się trochę rozmarzyć – fiordy, surowy krajobraz, dzikie lasy… Potrzebowaliśmy bardzo zaszyć się w dzikiej naturze, tak nieokiełznanej jak nasze życie w tamtym czasie – a Skandynawia idealnie mieściła się w tym planie. A potem, jak już trochę się namarzyliśmy, wpadło nam do głowy sprawdzić, czy aby przejazd mostem z Danii do Szwecji nie jest płatny.

Otóż, moi drodzy, jest. Kilka tygodni marzeń i trąbienia naokoło, jak to dzika Skandynawia, fiordy itd., poszły w to miejsce, gdzie trafia wiele takich marzeń. Pamiętam wieczór, kiedy dobre parę minut siedzieliśmy przed duńską stroną www, która oznajmiała nam bezlitośnie – heloł, Dece, nie tędy droga.

A potem wzięłam atlas w dłoń, otworzyłam go na stosownej stronie i popatrzyłam na mapę. Kontynentalna część Danii wydała się dobrym pomysłem (no mosty, no cry), a mnie zaintrygowało, co też jest na samej górze, w najdalej na północ wysuniętym punkcie Jutlandii. A kiedy wpisałam w Najmądrzejszego Wujka Świata nazwę miejscowości, widniejącą na czubku lądu, wiedziałam już, że odwrotu nie będzie.

Co takiego podpowiedział dobry wujaszek Google? Otóż:

skagen

 Czujecie to? Nie trzeba być chyba mistrzem konkluzji, by wiedzieć, że skoro tak się sprawy mają, to Szwecja poszła w odstawkę, a nowym snem po nocach stało się Skagen.

Oczywiście od pomysłu do realizacji minęło trochę czasu i kilometrów – niemniej jednak zarządcy duńskich dróg mają u nas wielkiego plusa, dozgonną wdzięczność i miłość z głębi decowych serc za te opłaty. Dzięki nim bowiem trafiliśmy w miejsce, którego istnienia nawet nie podejrzewaliśmy – a temat z dwoma kolorami mórz okazał się jak najbardziej prawdziwy! Wynieśliśmy też inny, naiwny, ale prawdziwy morał z tej historii. Nawet gdy wydaje się, że nie układa się tak, jak powinno, warto rozejrzeć się naokoło, może coś równie, jeśli nie bardziej ciekawego, czai się w pobliżu. Jeszcze parę takich wydarzeń i grozi mi rola etatowego optymisty – myślę sobie, pisząc o tym, ale zaprzeczyć nie mogę.

Galeria zdjęć i opowieść o duńskich drogach, wietrze i moich projekcjach – już wkrótce 🙂

146. Na jednym z końców świata - Grenen o poranku; Skagen, Dania