Cinque Terre: spacer po Riomaggiore i Manaroli

Zanim zatęskniliśmy za Toskanią, odważyliśmy się na Furka Pass i zaintrygowaliśmy się Asyżem, w naszych głowach były one – pięć miasteczek Cinque Terre. Dziś zapraszamy na słoneczny spacer ulicami Riomaggiore i Manaroli.

Z Cinque Terre było tak: któregoś złego, zimowego wieczora (takiego bez barwy i perspektyw na lepszy), znalazłam o nich informację w przepaści Internetu. Popatrzyłam, pomarzyłam, stwierdziłam, że nie ma perspektyw i tyle. Ale kiedy na wiosnę zaczęliśmy nieśmiało dumać o kolejnej podróży, Cinque Terre przypomniały się same – i jak to zwykle bywa, okazało się, że są na północy Włoch, a zatem gdzie? CAŁKIEM BLISKO :)

Były zatem dla nas pierwszym punktem klarującej się trasy. Finalnie okazało się, że jako jedyne wytrzymały nasze planowanie, bo zmieniliśmy radykalnie kierunek podróży w trakcie tworzenia trasy. I tak trafiliśmy do nich prosto z alpejskich dzicz, piemonckich pustkowi i liguryjskich wzgórz, pięknych w dzień, mniej pięknych w nocy.

Pod nazwą Cinque Terre kryje się pięć miasteczek: Monterosso al. Mare, Vernazza, Corniglia, Manarola i Riomaggiore, malowniczo rozłożonych na skalistych wybrzeżach. Miasteczka są niewielkie, wznoszą się nad nimi wzgórza porośnięte winoroślami, rosnącymi na kamiennych tarasach. Wybrzeże jest skaliste, a zatem nie ma piaszczystych plaż – i chyba to uratowało miasteczka przed zupełnym zalewem turystów. Naokoło miasteczek rozpościera się park narodowy, a chętni mogą je zwiedzać pieszo, poruszając się ścieżkami nad klifem. Nam tak wypadło, że odwiedzaliśmy Cinque Terre w sierpniu, a zatem trochę nam się jeżył włos na głowie na myśl o ilości ludzi, jaka musi tam wtedy być. Na miejscu okazało się jednak, że co prawda okolice dworca, knajpek i plaży są zatłoczone, ale wystarczy minimalnie wejść pod górę, by nie było żywego ducha. I to był dobry klucz na poznawanie miasteczek – zostawić głośne części miast i ruszyć w ciche uliczki.

W Riomaggiore, które odwiedziliśmy jako pierwsze, błądziliśmy po uliczkach idących coraz wyżej i wyżej. Bez planu i mapy, po prostu – leniwie, przypominając sobie czasy, kiedy nie trzeba było nigdzie się spieszyć. Tak trafiliśmy pod Santuario di Montenero. Obok niego rozpościerał się mały placyk, na placyku ławeczka, przed ławeczką – widok na morze. Czego chcieć więcej?

 

Po Riomaggiore przyszedł czas na Manarolę. Najpierw dworzec, skalista plaża i ścieżka, z której można było zobaczyć ciekawą panoramę miasta. A później – znów w górę, pod gotycki kościół San Lorenzo z rozetą.

 

 

Na pierwszy rzut oka miasteczka mogą wydawać się piękne i puste – takie do wejścia, rozejrzenia się i wyjścia. Naszym zdaniem to nieprawda. Warto dać im – i przede wszystkim sobie – czas. Połazić leniwie, porozglądać się, wejść wyżej, na ścieżki pomiędzy winoroślami. My dopiero w Cinque Terre zaczęliśmy realnie zwalniać – nie myśleć o tym, co trzeba, nie śpieszyć się, po prostu być i grzać się w słońcu. A wbrew pozorom, to całkiem trudna sztuka.

 

W kolejnym wpisie zaprosimy Was do Vernazzy i Monterosso al Mare, na kolejny słoneczny spacer. Dajcie znać, jak Wam się podobało :)

  • Malownicze to mało powiedziane. Piękne. W tarasowych miasteczkach fascynują mnie te wąskie uliczki. Spacerując mam wrażenie, że właduje się komuś centralnie na podwórko. Kiedy już nabieram pewnosci, że tak się nie stanie, pojawia się mistrz kierownicy na skuterku. Jak oni tam się mieszczą ?

    • dec&dec

      to jest pytanie, które nam zawsze spędzało sen z powiek we Włoszech – jak oni czarują z tym parkowaniem? :)

  • Cudowne zdjęcia… :) i ta Toskania… moja ukochana… chociaż byłam tylko raz!

    Pozdrawiam ciepło,

    Panna Joanna

  • Zobaczyć na własne oczy widok, który jest na pierwszym zdjęciu to na pewno coś pięknego… Póki co byłam tylko w Mediolanie i okolicach, ale podróż zwiększyła mój apetyt i chciałabym poznać jeszcze więcej włoskich turystycznych smaczków :) Takich jak ten.